TOMAS VENCLOVA

Rozpacz i łaska

w: Kształty nadziei , Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1995.


Moje rozważania o poezji Czesława Miłosza rozpocznę od bardzo osobistego wspomnienia; mam nadzieję, że czytelnik mi to wybaczy. Miałem to szczęście, że przeżyłem całe niemal moje świadome życie w tym samym mieście, w którym Miłosz spędził młodość i w którym zaczął pisać wiersze. Ukończyliśmy nawet ten sam uniwersytet - choć ja o ćwierć wieku później. Uniwersytet Wileński był najpierw polski, później litewski, wreszcie sowiecki, ale studenci od wieków uczą się w tych samych gmachach, a co więcej - w przedziwny sposób, mimo wszelkich burz dziejowych, przetrwała tradycja tej uczelni. Wilno jest jednym z najpiękniejszych, a być może najpiękniejszym miastem Europy Wschodniej. Miłosz pisał o nim: "miasto obłoków podobnych do barokowej architektury i architektury barokowej podobnej do stężałych obłoków" *1.Wzgórza są tam równie liczne jak w Berkeley, gdzie Miłosz teraz mieszka i pracuje, ale bardziej zielone i świeższe. Miasto ma trzy nazwy: Litwini nazywają je Vilnius, Polacy - Wilno, Rosjanie dawniej nazywali je Wilna. W Wilnie ciągle jeszcze żyją ludzie, którzy dobrze pamiętają poetę.

Tam właśnie po raz pierwszy miałem okazję przeczytać książkę Miłosza. Książką tą była Rodzinna Europa, która dotarła do Wilna w bardzo szczególny sposób. Wysyłano ją strona po stronie w listach z Zachodu. Teraz książki zakazane przez cenzurę docierają na Litwę w prostszy sposób, mogę więc już wyjawić ten "konspiracyjny" sekret. Nie wiem, jak to się mogło stać, skoro - zgodnie z powszechnie panującym przekonaniem - wszystkie listy z zagranicy były kontrolowane przez władze, ale tak się właśnie stało. Nawiasem mówiąc, dwie strony książki zaginęły. Przeczytałem Rodzinną Europę za jednym zamachem nie tylko dlatego, że była dobrze napisana, ale także dlatego, że mówiła o Litwie i o naszej epoce, i mówiła rzeczy niezmiernie istotne. Chroniąc tę książkę przed spojrzeniami obcych, wielokrotnie powracałem do słów o roku 1940, kiedy to wojska sowieckie zajęły Wilno:

Poszedłem nad rzekę, siadłem na ławce i przyglądałem się opalonym chłopcom na kajakach, obrotowi kół malutkiego parostatku, kolorowym łódkom, które popycha się, stojąc w tyle, jednym długim wiosłem. Było mi żal tego miasta, bo znałem tu każdy kamień, i wszystkich dróg, lasów, jezior, wiosek kraju wrzuconych w młyn mielący nie tylko ludzi, również krajobrazy, na miazgę. [...] Po prostu z piaszczystej łachy przed elektrownią, gdzie dzieci stały z wędkami, z nurtu rzeki, z nieba przemawiała nieodwołalność. *2


Podniosłem oczy: naprzeciw mnie była ta sama elektrownia, ta sama piaszczysta łacha, inni chłopcy z innymi wędkami i z innymi, ale podobnymi do tamtych łódkami. I choć wiele się zmieniło w ludziach i w ich mowie, choć obok elektrowni stanął typowy sowiecki Pałac Sportu, nieśmiały promyk nadziei przebijał z rzeki i nieba. Nadzieja była także w książce i w fakcie, że powróciła do swego miasta.

Później czytałem w Polsce inne książki Miłosza. Niemal wszyscy czytali je tam i czytają, a cytaty z Miłosza stały się rodzajem kodu, powszechnie używanego w rozmowach. W Rosji podobną funkcję sekretnego kodu pełni poezja Mandelsztama; wśród Litwinów być może niekiedy wiersze Brazdźionisa, niekiedy Radauskasa. Na emigracji Miłosz stał się najwybitniejszym i najbardziej znaczącym poetą swojej ojczyzny. Jeśli przyjąć, że emigracja nie jest nieszczęściem, lecz przeznaczeniem, a zarazem wyzwaniem, to Miłosz sprostał temu wyzwaniu co najmniej równie dobrze, jak dziewiętnastowieczni polscy poeci Mickiewicz i Norwid.

Warto dodać, że wszyscy ci trzej poeci byli związani z Litwą. Litwini lubują się w objaśnianiu, ale nie zawsze są w stanie wyjaśnić cudzoziemcom istoty fenomenu, jakim było istnienie na tzw. Litwie historycznej i na Wileńszczyźnie tak złożonej mieszanki kulturowej. Miłoszowi, który poświęcił w gruncie rzeczy tej kwestii całą Rodzinną Europę i wiele stronic w innych książkach, udało się to najlepiej. Chyba tylko ktoś, kto mieszka tu na stałe, może zrozumieć ten skomplikowany konglomerat, tę zbieraninę języków, tradycji, obyczajów, a nawet ras, która wydaje wielkich poetów i dla której trudno znaleźć odpowiednik na Zachodzie. Analogia z Irlandią stanowczo jest niepełna; może odpowiedniejsze byłoby porównanie z Aleksandrią - miastem wielu kultur, które się przenikały, niekiedy niszczyły, ale i wzbogacały się nawzajem. Najstarszą, najgłębiej zakorzenioną, a jednocześnie najmłodszą kulturą jest tu kultura litewska, która ostatecznie ukształtowała się dopiero w XX wieku; kilka stuleci dominowała kultura polska. Przez pewien czas trwały one w absurdalnym antagonizmie, który obecnie został już niemal zupełnie przezwyciężony, a tę dość trudną sytuację jeszcze bardziej komplikował fakt, że krzyżowały się na tym terenie wpływy kultury osadników, najeźdźców, a także bliższych i dalszych sąsiadów. Oskar Miłosz, starszy krewny Czesława i jego nauczyciel poezji, jest niejako symbolem tej złożoności. Był dalekim potomkiem Serbów, Żydem (ze strony matki), Białorusinem z miejsca urodzenia, Polakiem z wychowania, Litwinem z wyboru i wielkim poetą francuskim. W obrębie tego świata koegzystowały nie tylko języki, ale także epoki: "Jeden żył w wieku XX, drugi w XIX, trzeci w XIV" *3. Chciałbym dodać, że mieszkańcy tego regionu doświadczyli później "prawdziwego wieku XX", o którym mówi Achmatowa, po czym czas dla nich stanął zupełnie.

Obserwując nakładanie się kultur, ich krzyżowanie się i zlewanie, ich odmienny rytm, można się wiele nauczyć. Przede wszystkim dzięki temu Miłosz zyskał instynktowne poczucie dystansu, tak niezbędne poecie w dzisiejszych czasach. Zestawienie cywilizacji egzystujących w tej samej przestrzeni pozwoliło mu jasno uświadomić sobie ich przemijalność. Jak powiedział Valéry, cywilizacje wiedzą, że są śmiertelne, i słowa te mają głęboki sens zwłaszcza dla mieszkańców Europy Wschodniej. Jednocześnie jednak cywilizacje (czy mówiąc ściślej, kultury) mają siłę przeżycia i zdolność odradzania się, które rzadko sobie uświadamiają. Uważny obserwator dostrzeże, jak wiele jest niezniszczalnych archetypów kulturowych związanych z samym trwaniem rodzaju ludzkiego. Powtarzają się one ciągle, podobnie jak powtarzają się widoki nieba czy rzeki. Poezję powinno się pisać tak, by wychodziła naprzeciw zarówno katastrofom niszczącym kultury, jak i owej frapującej zdolności kultur do przetrwania. Pisać tak można tylko wówczas, jeśli żywi się prawdziwe zrozumienie dla różnych kultur, co jest nierozłącznie związane z życzliwością dla ludzi. W epoce GUŁagów Miłosz wyraża tę sympatię pełniejszym głosem niż ktokolwiek inny. Warto przypomnieć jego piękne słowa o Bałtach ze Zniewolonego umysłu, gdzie kwestia ta jest postawiona wprost: "Zagadnienie Bałtów jest dziesięć razy ważniejsze dla każdego współczesnego poety niż sprawy stylu, metryki i metafory" *4. Rozważania o losie Bałtów, o zmieleniu jednostek i narodów przez totalitarną machinę, wiodą do jedynej możliwej i słusznej konkluzji:

Jest chyba jakaś miara, której nie wolno się pozbyć, bo w przeciwnym razie dojrzewające owoce jutra okażą się zgniłe. Fakt, że tak myślę, wynika z tego, że ostatnie dwa tysiące lat widziały nie tylko zbirów, konkwistadorów i oprawców, ale że żyli i działali ludzie, dla których zło było złem i jako takie musiało być nazwane. *5


Wyobraziwszy sobie ogrom zła w dziejach ludzkości, człowiek może "osiwieć ze zgrozy albo stać się zupełnie obojętnym" *6. Wydawałoby się, że trzeciego wyjścia nie ma. A jednak Miłosz wskazuje nam tę trzecią możliwość: jak żyć, wiedząc, że kultury mogą zostać unicestwione, ze świadomością nieodwracalnych nieszczęść narodów i bezmiaru zła, a mimo to nie poddać się, nie dać się zgnieść w trybach historii.

Nie ma chyba potrzeby cytować tu wierszy Miłosza. Nawet jeśli badacz czy historyk kultury potrafi czasem znaleźć formułę zawierającą w sobie sens wielu stron (a Miłosz posiadł tę umiejętność w najwyższym stopniu), wiersz trzeba traktować jako całość i w całości przytaczać. Jest to kwestia samej istoty poezji, korelacji między jej częściami składowymi, zmian intonacji, niuansów języka. Poezję należy także czytać i cytować w oryginale; dobry przekład to także wiersz, ale zupełnie inny wiersz. Ponadto każdy czytelnik ma swój własny wiersz, który jest dla niego najważniejszy, ale niekoniecznie musi być jednomyślnie uznany za taki. (Dla mnie na przykład jest to Mittelbergheim, zdumiewająca coda zbioru Światło dzienne Miłosza). Mimo to jednak można pokusić się o napisanie kilku słów o strukturze tej poezji, jej kształtowaniu się i przemianach, jakie w niej zachodziły.

Jak wiadomo, Miłosz poszedł własną drogą, mimo iż żył w kręgu oddziaływania kilku silnie zakorzenionych tradycji poetyckich. Zazwyczaj wymienia się tu skamandrytów i awangardzistów. Pierwsi tworzyli poezję niezwykle dynamiczną, ale dość konwencjonalną, która szybko się zestarzała; ci drudzy natomiast, jak się niebawem okazało, powierzchownie tylko uchwycili prawdziwą istotę nowoczesności. Najwyraźniej jednak silniej oddziałał na Miłosza, który dorastał w Wilnie, urok wielkich nazwisk polskiej przeszłości: czuł z nimi silną więź, ale i szczególną potrzebę rozliczenia się. Wcześnie zaczął mówić własnym głosem i niemal od początku wyczuwalne były w tym głosie powaga, siła uczucia, a także - zdziwienie, od którego, jak powiadają, zaczyna się filozofia. Nieregularny rytm, częste posługiwanie się elipsą, szczególnego rodzaju wizjonerstwo stały się narzędziem dialogu z własną epoką. Tym, co zawsze wyróżniało Miłosza, była głęboka życzliwość dla ludzi i umiejętność wsłuchania się w clamor temporum (a można było usłyszeć niemal wszystko, co później się wydarzyło). Zawsze był antyformalistą i moralistą. Formalizm, kreowanie specjalnego języka dla wtajemniczonych (który jeśli się bliżej przyjrzeć, często okazuje się prostackim esperanto) jest bodaj najsilniejszą pokusą współczesnej poezji. Miłosz powiedział kiedyś, że totalitaryzm gotów jest pozwolić na szaleństwa awangardy, byle tylko poeta był czymś zajęty i nie próbował zmieniać rzeczywistości. Co prawda w Rosji (a w swoim czasie także w Niemczech) totalitarne państwo jeszcze do tego nie dojrzało, ale stosuje tę zasadę w wielu krajach Europy Wschodniej, być może także we współczesnej Litwie.

A przecież Miłosz zawsze chciał, i chce także teraz, wpływać na rzeczywistość wierszem, chce odnaleźć w niej swoje miejsce, ale w żadnej mierze nie chce być sługą czasów, w których przyszło mu żyć. Poeta jest wyrazicielem swojej epoki, jako że jest wyrazicielem jej języka, epoka i język "myślą przez poetę"; jednak ta myśl z kolei powinna wpływać na epokę i język; i dlatego są tu konieczne wyjątkowa trzeźwość spojrzenia, uczciwość i samokontrola. W młodości Miłosz przeżył okres zainteresowania ideologią lewicową, marksistowską "przebudową świata". Być może w naszych czasach etap ten jest przydatny dla pełniejszego ukształtowania osobowości - wielu przezeń przeszło, a pewne tego ślady tkwiące w podświadomości przydają myśleniu ważny i potrzebny odcień. Ten jednak, kto na zawsze pozostał "na lewo", w sposób oczywisty nie zrozumiał czegoś istotnego. Miłosz zrozumiał rzecz najważniejszą: poeta jest nie tyle reformatorem, ile sumieniem świata.

Poeta jest także strażnikiem tradycji, strażnikiem słowa. Zainteresowanie tradycją i słowem cechowało Miłosza od najwcześniejszych lat, ale stało się nadzwyczaj silne po doświadczeniach wojny, okupacji i pierwszych lat powojennych. Totalitaryzm, również ogólna chaotyczność historii, zagraża przede wszystkim istnieniu ludzkości w czasie; jeśli chcemy mieć przyszłość, musimy mieć przeszłość. Dewastowany (i zdewastowany) świat powinien znaleźć nową integralność w sferze myśli i w poezji. Dlatego właśnie Miłosza interesuje osadzenie człowieka w czasie i przestrzeni i stąd właśnie bierze się jego fascynacja "oporną materią", jego rzadka zdolność rozumienia i umiejętność przekazania cech świata niemal w kilku słowach. Stąd wywodzi się jego miłość do kultury. Miłosz postrzega kulturę jako realnie istniejącą organiczną całość, podobnie jak pojmowano realia w wiekach średnich (w ogóle jest on najprawdopodobniej realistą w średniowiecznym znaczeniu tego słowa, przeciwieństwem nominalistów). Dlatego zna i ceni te obszary kultury europejskiej, które dzisiaj znane są tylko nielicznym, a które są niezmiernie ważne; wie, że poglądy Swedenborga czy spory trynitarzy i antytrynitarzy XVII wieku mają bezpośredni związek z problemami naszej epoki.

Miłoszowi, tak jak większości pisarzy wschodnioeuropejskich, sądzone było widzieć historię tam, gdzie się rzeczywiście tworzyła i nabrała wymiaru eschatologicznego. Żadna doktryna, czy to polityczna czy poetycka, nie wyszła cało ani nie mogła wyjść cało z tego kataklizmu, ale sama poezja przetrwała, okazała się "niepolityczną polityką znacznie wyższego rzędu" *7. Miłosz tak pisał o tym w rozprawie Zniewolony umysł:

Doświadczenia lat wojny nauczyły mnie, że nie należy brać do ręki pióra po to, żeby innym komunikować swoją rozpacz i swoje wewnętrzne rozbicie. [...] Jedyną poezją godną tej nazwy jest dzisiaj poezja eschatologiczna, to jest taka, która zaprzecza dzisiejszemu nieludzkiemu światu w imię wielkiej przemiany. *8


Najprawdopodobniej określenie "eschatologiczny" należy rozumieć tu nie w sensie figuratywnym, ale bezpośrednio, w sensie biblijnym. W swoim czasie Oskar Miłosz wpoił młodemu Czesławowi sceptycyzm wobec poetyckich eksperymentów naszego wieku i wytłumaczył mu, że poezja jest, generalnie rzecz biorąc, rzadkością - tylko w Biblii została ludziom objawiona w pełni i od tego czasu dostępują jej tylko wyjątkowo.

W dzisiejszych czasach takim właśnie wyjątkiem okazuje się poezja Miłosza. Trzeba było koniecznie odpowiedzieć na pytania, na które nie ma odpowiedzi, pisać, kiedy wydawało się to pozbawione sensu i wręcz niemożliwe, a mimo to nieuniknione - jak zadanie, które bez względu na wszystko trzeba wypełnić. W takiej sytuacji poeta ma prawo chwytać się wszystkich dostępnych środków - starożytnych i staroświeckich form, pogłosów folkloru, baroku i romantyzmu, prymitywnych wierszy sylabicznych, rozpraw Oświecenia i tragedii greckiej. Świat poetycki jest kreowany z fragmentów kultury. Jest to strukturalnie podobne do bricolage'u, procesu tworzenia mitu, opisanego przez Levi-Straussa. W okresie emigracji skłonności do bricolage'u znacznie się nasiliły, i równocześnie poezja Miłosza osiągnęła wzniosłość i sugestywność charakterystyczne dla mitu. Jest precyzyjna, skondensowana, przepojona wiedzą o człowieku, pozbawiona wszelkiego sentymentalizmu, egzaltacji czy niegodnej skłonności do ironii. Czasem jest po prostu krzykiem szalonej, powściąganej rozpaczy, rozpaczy okiełznanej przez rozum, mającej miarę i rytm. Miara myśli i wizji jest jedyną formą wiersza i jedyną łaską dostępną poecie.

Najważniejszym celem poezji jest pokonać rozpacz, przezwyciężyć entropię; w jakim stopniu cel ten jest osiągalny, to już inna kwestia, ale jawi się on przed poetą w każdym punkcie kuli ziemskiej. Przestrzeń poezji zmienia się w miarę jak przychodzi doświadczenie - dla Miłosza zmieniła się w sposób zasadniczy. Został zmuszony wybrać emigrację, ponieważ był i nadal jest wrogiem wszelkiego rodzaju totalitaryzmu. Cel, jakim jest powodzenie eksperymentu społecznego, nigdy nie uświęca środków (nawet jeśli okazałby się osiągalny). Czy pozostać w kraju, w którym przeprowadza się podobne eksperymenty, czy go opuścić - ten trudny dylemat za każdym razem trzeba rozwiązywać na swój własny sposób. W czasie, gdy Miłosz musiał ten dylemat rozwiązać, pozostać znaczyło właściwie tyle, co skazać siebie samego na uduszenie i fizyczne unicestwienie albo na coś jeszcze gorszego - hetmań. Interpretacji tego arabskiego słowa poświęcony jest cały rozdział Zniewolonego umysłu, a oznacza ono w przybliżeniu konformizm lub hipokryzję. Dziś wielu artystów z Europy Wschodniej opuszcza swój kraj rodzinny, czasami z własnej woli, niekiedy wbrew niej. Miłosz przebył tę drogę dwadzieścia lat wcześniej.

Znał już wówczas cywilizację GUŁagu w obu jej wariantach, niemieckim i rosyjskim, i mówił o niej, podobnie jak głośno upominał się o prawa człowieka - a w tamtych czasach w najmniejszym stopniu nie było "mody na dysydencję", która dziś, pomimo wszystkich swych niezbyt miłych cech, daje wsparcie nowym wygnańcom. Miłosz występował zarówno przeciw tak zwanym lewicowym intelektualistom, jak i zaściankowej, ciasnej, nacjonalistycznie zorientowanej emigracji, a także przeciw zwykłemu niezrozumieniu, które w wielkim stopniu udało mu się przezwyciężyć.

Miłosz powiada, że z oddalenia wiedza o własnym kraju stopniowo staje się teoretyczna, ale jego własny przykład tych słów nie potwierdza. Nie spotkałem wielu osób, które potrafiłyby równie dobrze rozumieć współczesną Polskę i nie tylko Polskę. Miłosz wyczuwa rytm życia całej Europy Wschodniej i mówi w imieniu nas wszystkich, a Litwini zajmują w jego rozważaniach bynajmniej nie ostatnie miejsce. Europa Wschodnia, ten zlepek nie do końca rozpoznanych kultur, które uzupełniają się jednak i wzbogacają nawzajem, stała się dla niego kwintesencją całego współczesnego świata. To, co się tam zdarzyło, może stać się niestety udziałem całego świata. I to także Miłosz zrozumiał znacznie wcześniej niż inni.

Przez kilka dziesięcioleci Miłosz tworzy wiersze niezmiennie wysokiego lotu. Nie sposób powiedzieć, które są lepsze, a które gorsze. Rzadko poeci osiągają podobny poziom tam, gdzie w gruncie rzeczy nie ma hierarchii wartości. Ale ta poezja się zmieniła. Być może spotęgowała się skłonność do symbolicznego i mistycznego widzenia świata. Niewątpliwie słownictwo stało się bardziej wyrafinowane, bardziej wyraziste, silniej zarchaizowane. Przestrzeń, według określenia samego Miłosza, stała się dwoista, a wizja poety nabrała głębokiego, wielowymiarowego charakteru. Sakralne centrum świata, Litwa, kraj pochodzenia i dzieciństwa, jest postrzegana z perspektywy Kalifornii, a cały współczesny świat z perspektywy Litwy. Wilno i ziemie litewskie, kraina wspomnień, pełnią w tej poezji taką samą funkcję, jak Martinville i Combray u Prousta. Wcześniej widoczne to było w prozie Miłosza, w Dolinie Issy. Zawsze mi się wydaje, że powieść ta należy w pewnym sensie do literatury litewskiej - takiej, jaką można by sobie wyobrazić. Mamy takie typy i motywy, są takie krajobrazy i pory roku (u Donelaitisa), ale niestety nie mamy powieści, w której wszystko łączyłoby się w podobnie integralną i piękną całość. Dolina Issy należy do literatury polskiej. Jednak z pewnego punktu widzenia jest to nieważne.

Jest wszelako pewna rzecz, która zmieniła się w poetyce Miłosza; mówiłem wcześniej o jego coraz silniejszej skłonności do kreowania świata poetyckiego z fragmentów, z tego, co jest "pod ręką". Najlepszym tego przykładem jest poemat Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada, być może magnum opus Miłosza. Jest to refleksja nad czasem, nad odpowiedzialnością współczesnego człowieka, ale zapewne przede wszystkim nad bytem języka i jego kruchością. Skala i możliwości języka czy raczej języków - polskiego, litewskiego, staroruskiego, greki i łaciny - wyłaniają się tu w dyskursie prowadzonym na wzór średniowiecznej dysputy. Poezja i proza ścierają się ze sobą, tak jak naiwny epigramat i psalm, ludowy wierszyk i dziewiętnastowieczny esej historyczny, testament sprzed wieków i współczesna encyklopedia, cytat z wielkiego poety i pastisz tekstu naukowego. W tej różnorodności, nie pozbawionej elementów ludycznych, odbijają się kultury, krajobrazy, narody, zostają uwydatnione prawda i fałsz. "Świadomość twórcza sytuuje się jak gdyby na granicy języków i stylów" *9. Jak w Alefie Borgesa wszystko skupia się w jednym punkcie. Tak więc Miłosz powraca do polsko-litewskiego amalgamatu tradycji, by poddawać ją ciągłej rewizji i umożliwić tym samym jej przyszłe odrodzenie; dlatego mówi o czasie, którego na pozór nie ma, o "zaprzeszłym czasie krajów niedokonanych", z wielkim męstwem akceptując swój los, przyjmując całą miarę rozpaczy i cały bezmiar łaski.

Przykład Czesława Miłosza budzi nadzieję. Dokonał on czegoś, co teraz winno stać się udziałem wychodźców z Europy Wschodniej - pozostał wierny sobie i dotarł do ojczyzny. To zaś, co udało się jednemu człowiekowi, może stać się udziałem wielu.

z angielskiego przełożyła Małgorzata Szubert, 1977
 

--------------------------------

1. Rodzinna Europa, Warszawa 1990, s. 198.
2. Tamże, s. 225-226.
3. Tamże, s. 72.
4. Zniewolony umysł, cyt. Kraków 1989, s. 240.
5. Tamże, s. 229-230
6. Tamże, s. 229.
7. Rodzinna Europa, s. 263.
8. Zniewolony umysł, s. 240.
9. Michaił Bachtin, Problemy literatury i estetyki, tłum. Wincenty Grajewski, Warszawa 1982, s. 511.