MARIAN STALA

O jednym wierszu Czesława Miłosza. Stróże świata, obłoki.

"Apokryf", nr 9 czerwiec 1996, dodatek do "Tygodnika Powszechnego".


1.

Lat temu sześćdziesiąt jeden pisał w Wilnie Czesław Miłosz:

Obłoki, straszne moje obłoki,
jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi,
chmury, obłoki białe i milczące,
patrzę na was o świcie oczami łez pełnemi
i wiem, że we mnie pycha, pożądanie
i okrucieństwo i ziarno pogardy
dla snu martwego splatają posłanie,
a kłamstwa mego najpiękniejsze farby
zakryły prawdę. Wtedy spuszczam oczy
i czuję wicher, co przeze mnie wieje
palący, suchy. O, jakże wy straszne
jesteście, stróże świata, obłoki! Niech zasnę,
niech litościwa ogarnie mnie noc.


2.

Od tamtej chwili, od roku 1935, napisał poeta wiele wierszy ważniejszych, pełniej odsłaniających jego wyobraźnię i światoodczucie... A jednak: bez tych trzynastu wersów dzieło autora Trzech zim byłoby uboższe o istotny, choć trudno uchwytny, ton. Nie potrafię sobie wyobrazić poezji Miłosza bez Obłoków - tak samo jak nie potrafię sobie wyobrazić poezji Mickiewicza bez wiersza Nad wodą wielką i czystą. Wiem: takich sądów nie da się prosto i jednoznacznie uzasadnić...

3.

Otwierająca wiersz (a potem dwukrotnie powtórzona) inwokacja pozwala umieścić Obłoki w rozległym kręgu utworów pokrewnych: nie tylko ze względu na temat, lecz także - gatunek poetyckiej wypowiedzi. Na jednym biegunie owego kręgu znaleźć można retoryczne rymy Adama Naruszewicza, który pisał niegdyś ("w czasie suszy" jak sam powiada):

Córy wielkiego płodne Oceanu.
Ożywce mego łanu,
Czyste kryształy, lane z chłodnej rosy,
W których wódz złotowłosy
Nawrotnycb wieków, zatoczywszy krasną
Teńczę, twarz pławi jasną;
Cóżkolwiek wasze zatrzymuje kroki,
Stokroć żądane Obłoki!


- na biegunie drugim zaś pojawi się żarliwy szept Ryszarda Krynickiego:

Ocal mnie, uchroń, wierna podróży,
od kłamstwa mego i naszej epoki.
Ty mnie strzeż, Aniele i Stróżu,
lecz ty prowadź, Biały Obłoku.


Inaczej mówiąc: wiersz Miłosza wpisuje się w przestrzeń, która z jednej strony budowana jest przez tradycję wzniosłej ody, z drugiej - intymnej modlitwy. W tej przestrzeni mieszczą się też powinowactwa z poetyckim wyznaniem i błaganiem, z rachunkiem sumienia i zaklęciem, z rozmową, jaką prowadzi się ze światem i z monologiem, kierowanym do samego siebie... W Obłokach można dostrzec ślady wszystkich wymienionych gatunków... i jednocześnie: nie da się tego wiersza zamknąć w obrębie żadnego z nich...

Jeszcze inaczej: Obłoki to momentalna suma poetyckich gatunków; to nieustanny, migotliwy ruch pomiędzy gatunkami wypowiedzi, pozwalający zaakcentować doniosłość i niepowtarzalność przekazywanego w wierszu doświadczenia.

4.

Gatunkowej wielokształtności i nieokreśloności odpowiada szczególne rozedrganie odzywającego się w Obłokach głosu. Słychać w nim (zwłaszcza w kilku pierwszych słowach) niemal teatralny dystans; słychać w nim także nie dające się opanować, burzące wszelkie formy - emocje... Jest w nim pełna buntu skarga - i jest spokojna rezygnacja. Jest ekstatyczne, pełne rozpaczy, przeżywanie - i jest wyzbyte nadziei wewnętrzne znieruchomienie, wyciszenie...

5.


"Obłoki...": pierwsze słowo, pierwsza inwokacja wiersza stawia naprzeciw siebie (mówiącego) człowieka i jakiś, nie do końca określony, świat. Słowa następne ("straszne moje obłoki...") naznaczają ów świat subiektywnym przeżyciem, sprawiają, iż staje się on czyimś światem, światem czyichś emocji. W ten sposób to, co zewnętrzne - miesza się z tym, co wewnętrzne. "Obłoki" stają się częścią dramatu rozgrywającego się tyleż w świecie, ile w ludzkiej duszy... To uwewnętrznienie potwierdzone jest przez następne obrazy, zestawiające pełne niepokoju ludzkie serce i "smutek ziemi "...

A zatem: stanięcie naprzeciw świata, spojrzenie w górę, w obłoki, jest w wierszu Miłosza równoznaczne ze spojrzeniem we własne wnętrze, ze szczególnym rachunkiem sumienia. Ten akt samopoznania okazuje się doświadczeniem niezwykle dramatycznym, przynoszącym duchowe i cielesne cierpienie... Przede wszystkim zaś: odsłania ogrom zła, ogrom grzechów obciążających tego, kto się spowiada. Są pośród tych grzechów "pycha, pożądanie / i okrucieństwo i ziarno pogardy". I jest kłamstwo, którego "najpiękniejsze farby / zakryły prawdę".

6.

Metafora "farby kłamstwa" spokrewnia ze sobą to, co należy do królestwa zła, i to, co należy do dziedziny sztuki. Ta metafora jest jedynym sygnałem tożsamości bohatera wiersza, jedynym potwierdzeniem faktu intuicyjnie traktowanego jako oczywistość: głos odzywający się w Obłokach jest głosem artysty. To artysta (jeśli ktoś chce: sam poeta) wyznaje swoje grzechy; to artysta pokazuje zło jako źródło sztuki; to artysta ostrzega, iż sztuka zrodzona z grzechu prowadzi do "snu martwego" (a więc: zabija duszę?) i przesłania prawdę... Wreszcie: to artysta trzykrotnie zwraca się do obłoków i błaga: "Niech zasnę, / niech litościwa ogarnie mnie noc".

7.

Między inwokacjami do obłoków a końcowym przywołaniem nocy istnieje dość wyraźne (co nie znaczy: łatwo dające się nazwać) napięcie. Wymusza ono zadanie podstawowego pytania: co znaczy, co symbolizuje tytułowy obraz wiersza?

Odpowiedź jest jeszcze jednym dowodem wielokształtności utworu Miłosza i nieuchwytności jego sensu... Obłoki obdarzone zostały przez poetę fundamentalną wieloznacznością. Są obrazem jakiegoś porządku zewnętrznego wobec człowieka, ale zarazem: należą do jego wnętrza, współtworzą jego duchowy krajobraz. Są symbolem sumienia, jego obecności, jego nieustannego czuwania - i są (to także wydaje mi się niewątpliwe) materializacją grzechów. Jako głos sumienia - odsłaniają zło i przynoszą cierpienie; jako ucieleśnienie grzechów - przesłaniają świat, stają na drodze do prawdy...
Są zatem "stróżami świata" w podwójnym sensie:
1) pilnują jakiegoś porządku,
2) zamykają twórcę w obrębie kłamstwa (także: w obrębie ułudy, jaką jest sztuka)...

Ambiwalencja znaczeń "strasznych obłoków" nieuchronnie przydaje dwuznaczności wspomnianemu przed chwilą wezwaniu nocy. "Litościwa noc" symbolizuje, jak się zdaje, brak cierpienia... Ten stan można osiągnąć zarówno przez odrzucenie zła, jak przez poddanie się narkotycznej sile kłamstwa (a więc znowu: sztuki)... Na końcu każdej z dróg czekają "obłoki, straszne (...) obłoki".

8.

W roku 1935 Obłoki były, jak zgaduję, spowiedzią młodego poety, który zapragnął odsłonić dwuznaczność własnej sytuacji i straszność duchowych źródeł piękna. Ta spowiedź (domyślam się dalej) musiała uderzać swą intensywnością - chociaż nie odkrywała rzeczy całkiem nowych.

Sześćdziesiąt lat później Obłoki odbijają się w całym dziele Miłosza; i odwrotnie: to dzieło przegląda się w trzynastu wersach napisanych niegdyś w Wilnie. To podwojenie obrazu pozwala przypomnieć dwie sprawy...

Po pierwsze: w całym dziele Miłosza niechęć do sztuki czystej, do obrzydliwości "rytmicznej mowy, / Która sama siebie obrządza, sama postępuje" należy do wątków stałych. Niewątpliwie - jednym z powodów owej niechęci jest przekonanie, że sztuka skupiona na samej sobie zbyt łatwo zapomina o złu, jakie tkwi w realnym świecie. A więc: usypia siebie i nas.

Po drugie: równie ważne jest w obrębie Miłoszowskiego dzieła przekonanie o możliwości (a nawet: konieczności) budowania wartości pozytywnych na czymś, co w zasadzie jest negatywne. Na doświadczeniu samotności, cierpienia, pustki. Na poczuciu własnej grzeszności...

Kiedy czytam dzisiaj Obłoki , zdaje mi się, że dwudziestoczteroletni Miłosz już to wszystko przeczuwał...

W Opowiadaniu dydaktycznym , pisanym w latach sześćdziesiątych, a przypomnianym w najnowszym tomie wierszy, wspomina Tadeusz Różewicz o bliskim jego sercu śmietniku wielkomiejskim i wyznaje:

poeta śmietników jest bliżej prawdy
niż poeta chmur
śmietniki są pełne życia
niespodzianek.


Nie wiem, czy autor Obłoków jest poetą chmur w tym sensie, o jakim myślał Różewicz. Sądzę jednak, iż inwokacje do obłoków mogą odkrywać doświadczenie poetyckie równie wielkie, zaskakujące i dramatyczne - jak penetracja śmietników... Rzecz w tym, co się w owych chmurach zobaczy.